Nie zapominajmy o sobie!

Moja historia będzie z trochę innej beczki. To opowieść o tym, jak w natłoku codziennych obowiązków łatwo zapomnieć o sobie. Notkę tę skopiowałam ze swojego bloga ku przestrodze, aby inne mamy również uwierzyły w swoją kobiecość, przypomniały sobie o niej. Wiem, że wiele z nas zapomina o sobie, kiedy pojawia się nowe życie...

Kiedy na świecie pojawił się Mateusz, całkowicie podporządkowałam mu swoje życie. Gdzieś w tym wszystkim zupełnie zapomniałam o tym, że jestem przede wszystkim sobą, kobietą. Teoretycznie miałam czas dla siebie, ale w praktyce zupełnie nie obchodził mnie mój wygląd.

Gdy Mateusz miał 6 miesięcy po raz pierwszy od bardzo dawna poszłam do fryzjera. Zrobiłam to tylko dlatego, że denerwowało mnie ciągłe ciąganie za włosy przez małego. Dodam jeszcze, że od zawsze wolałam długie włosy, więc w pewnym sensie obcięłam je wbrew sobie samej.

Przy dziecku zrezygnowałam z jakiejkolwiek biżuterii. Bo a nuż o nią zahaczy i zrobi sobie krzywdę. Albo po prostu rozerwie mi łańcuszek czy też bransoletkę... Moje ukochane długie kolczyki poszły więc w zapomnienie.

Przed ciążą lubiłam mieć długie, pomalowane paznokcie. Z nich też zrezygnowałam, aby przypadkiem nie zadrapać delikatnej skóry swojego dziecka. Zresztą długie paznokcie przy dziecku nie miały szans na przetrwanie i ciągle się łamały...

Przez rok od porodu praktycznie się nie malowałam. Przecież dziecka nie interesowało to jak wyglądam. Po co miałam marnować czas na makijaż, a potem na zmywanie go? Oczami wyobraźni widziałam jak Mateusz dostaje jakiegoś uczulenia, wysypki po przytuleniu się do swojej  "wymalowanej" mamy. A perfumy? Mogły podrażnić mały nosek...

Doszło do tego, że w wieku 19 lat czułam się jak stara "baba". Ważyłam 85 kg (przy 163 cm wzrostu), ubierałam się gorzej od swojej mamy, a w efekcie źle czułam się w swojej skórze i przestałam wychodzić z domu.

Dopiero po skończeniu liceum coś we mnie pękło. Zrzuciłam 15 kg, kupiłam trochę nowych ciuchów, kosmetyków. Odżyłam i zaczęłam z optymizmem patrzeć w przyszłość. Nie bałam się już iść na studia, gdzie nikogo przecież nie znałam.

Moja wewnętrzna i zewnętrzna przemiana nadal trwa. Coraz częściej zdarza mi się kupić coś dla siebie zamiast kolejnej zabawki dla dziecka. Mam 21 lat i nie chcę wyglądać jak swoja babcia. Pragnę korzystać z życia na tyle, ile jest to możliwe w mojej sytuacji. Bo mimo wszystko jestem matką. Matką, ale i kobietą. I mam nadzieję, że już nigdy o tym nie zapomnę.

Katarzyna Welka

Komentarze Facebook

Patronat

Reklama