To są moje urodziny! Dlaczego mnie nie dostrzegacie?

Nie mam już tyle czasu co dawniej na samą siebie. Nie jest łatwo o siebie dbać, nie łatwo mieć ten potrzebny dla zdrowej psychiki czas tylko dla siebie, nie łatwo oderwać się od drugiego małego człowieka i wyjść, zrobić, pomyśleć coś SAMEJ. Jasne. Inni jednak jakoś też mniej tą kobietę zauważają. I to chyba wcale nie dlatego że chodzi codzień w dresie, bez makijażu i fryzury a jej twarzowa bladość ze zmęczenia powoduje że nieraz zlewa się już z tłem ściany. Teraz jedyną, a przynajmniej najbardziej zauważalną postacią jest ono – dziecko.

Gdy przychodzi na świat nagle Twój dom staje się Jasnogórskim klasztorem, do którego przez tygodnie i miesiące zjeżdżają się pielgrzymki wiernych zasadzie „trzeba przywitać je na świecie, trzeba się trochę pozachwycać, trzeba pochwalić, że jest najpiękniejsze”. Ty, pomimo tak licznych najazdów stajesz się jednak coraz mniej zauważalna.

Na początku owszem, są pytania: jak się czujesz, czy doszłaś do siebie, czy karmisz, jak karmisz i z którego cyca bardziej Ci leci mleko? Później jednak te wizyty stają się ukierunkowane coraz bardziej na dziecko. Jak przyjdą, nie włączą innych tematów prócz „no i jak dziś spała? grzeczna jest? a ile już waży? a kiedy będą nowe ząbki? a jaka śliczna jest, coraz piękniejsza”.

Jeśli chcą się spotkać to zawsze w domu, nikt przecież nie pomyśli że matka domem już rzyga i fajnie by było czasem popatrzeć się na inne ściany. Nikt nie zapyta co u mnie- osoby a nie opiekunki własnego dziecka, nikogo nie interesuje co myśli, co czyta i jak się czuje (choć to ostatnie czasem się zdarza, ale mało kto czeka już na odpowiedź).

Nawet na moich urodzinach, kiedy zdmuchiwałyśmy razem świeczki z tortu, niemal nie zauważyli że tam jestem a urodziny są Moje – każdy zaczął bić Em brawa jak pięknie, słodko i z jaką gracją „zdmuchała” świeczkę.

Kiedy się źle czuje, jestem zmęczona a kiedyś wręcz chora, nikt nie bierze tego nawet pod uwagę przy planowaniu odwiedzin „bo my tylko na chwileczkę do Emilki przyjdziemy”. Aha, no tak zapomniałam, bo mnie się już przecież nie odwiedza…

Mamy często stają się dla rodzinnego otoczenia trochę przezroczyste. Są jakimś dodatkiem, trochę cieniem, może mniej ciekawym obiektem niż słodkie, piękne maleństwo. Są jedynie opakowaniem (a potem opiekunką) na wnuka, siostrzeńca, dziecko w rodzinie, które w ich oczach jest już TYLKO matką (która musi przejść i wycierpieć swoje „oj no każdy musi przez to przejść, po co rozmawiać o tym żeś niewyspana i znużona”) a już nie osobną postacią która miałaby coś do powiedzenia o sobie i od siebie.

Matka zrobiła swoje, matka może odejść. Bo zasłania nam dziecko a my przecież to jego chcemy podziwiać!

                                                                                 LiliEmily z bloga TenMałyWielkiCzłowiek

Komentarze Facebook

Najnowsze

Mama Eryka
Mama Eryka
Mama Eryka
Mama Eryka
Mama Eryka
Mama Eryka
Mama Eryka
Mama Eryka
Mama Eryka
Mama Eryka

Aby dodać treść zaloguj się lub wyślij na adres redakcji)

Chcesz poinformować o konkursie, akcji lub ciekawym wydarzeniu, które organizujesz? Wyślij link do konkursu wraz z opisem na adres redakcji redakcja(@)blogimam.pl :)

Patronat BlogiMam