KOLKI – czyli zmora rodzica!

Od dnia, w którym dowiedziałam się że jestem w ciąży miałam wszystko zaplanowane. Do kiedy mam pracować, kiedy urodzić, jak ma wyglądać moje życie po porodzie. Oczywiście nie wpadłam na pomysł, że nie wszystko pójdzie tak, jak to sobie zaplanowałam. A już nigdy w życiu nie pomyślałabym, że będzie aż tak źle.

Dziecka oczekiwałam z wielkim utęsknieniem. Plan był prosty – do 8 miesiąca chodzę do pracy, potem szybko rodzę, macierzyński zaległy urlop, kilka miesięcy wychowawczego i ja do pracy a dziecko do żłobka.

Plan zawiódł już na etapie ciąży. Kilka razy pobyt w szpitalu, zwolnienie w pracy od 4 miesiąca ciąży. Trudny poród, dłuższy pobyt w szpitalu. Potem powrót do domu. Myślałam, że teraz to już wszystko się ułoży i będzie super! Byłyśmy już razem, w domu, tworzyliśmy rodzinę.

Oczywiście znów klapa. Kiedy Mała skończyła 8 dni zaczęła strasznie płakać. Płakała w dzień, w nocy w południe i rano. Kiedy przestawała płakać ja i tak w głowie słyszałam płacz dziecka. Diagnoza kolki. Co to takiego? Czytałam o tym, słuchałam doświadczonych mam. Wypróbowaliśmy chyba wszystko – farmaceutyki, oliwkę na brzuszku, ciepłą pieluszkę, termofor itp. Doraźnie pomagał tylko dźwięk suszarki, więc suszyliśmy całe dnie i noce. Spaliliśmy jedną, kupiliśmy drugą. Czasem brakowało sił. Nieprzespane noce, niedojedzenie, problemy z laktacją – wszystko dawało o sobie znać. Choć kochałam swoją córeczką najbardziej na świecie, czasem myślałam, że nie dam już więcej razy, że nie uniosę kolejnego dnia. Bardzo ważne w tym czasie było wsparcie, które dawali mi rodzice, rodzeństwo i mąż. Każdą wolną chwilę starali się spędzać u nas i pomagać mi przy Małej. Żebym mogła przynajmniej na godzinkę położyć się spać. Kiedy płakałam pocieszali, kiedy się załamywałam dawali kopa w tyłek. To co pamiętam z tamtych dni, to moje łzy i okropna bezsilność. Tak bardzo chciałam jej pomóc. Jeździłam do lekarzy, słuchałam rad znajomych. Robiłam wszystko żeby jej ulżyć. Nie potrafiłam patrzeć jak Mała się męczy. Kiedy oglądałam w telewizji reklamy uśmiechniętych matek i ich śpiących albo spokojnie lezących dzieci – czułam się oszukiwana. Wzbierała we mnie złość. Ja ciągle słyszałam, że trzeba czekać, że za 3 miesiące samo przejdzie. Ale jak można bezsilnie czekać tyle czasu i patrzeć na cierpienie własnego dziecka?!

Po ponad 2 miesiącach trafiłam na kobietę, która poradziła mi, żebym spróbowała wykorzystać odrobinkę proszku troistego i podać go małej dwa razy dziennie do jakiegoś płynu – gwarantowała, że wszystko minie. Pomyślałam – kolejna dobra rada. Ale nie miałam nic do stracenia. Spróbowałam i po kilku dniach kolki odeszły jak ręką odjął.

Od tamtej chwili cieszymy się sobą w pełni. Wero zdrowa, wesoła, pogodna i zawsze uśmiechnięta. Ja, jej mama – wreszcie wyspana, zadowolona i ciesząca się każdym dniem macierzyństwa. Gdzie tylko mogę to dzielę się swoim doświadczeniem, aby pomoc innym mamom, które może teraz – jak ja kiedyś – szukają wsparcia i pomocy.

Cieszy mnie bardzo, że dzieciaczki, które zmagają się z kolkami nie pamiętają nic z tych strasznych chwil.

 

Agnieszka Tracz-Chęcińska

Komentarze Facebook

Najnowsze

milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart

Aby dodać treść zaloguj się lub wyślij na adres redakcji)

Chcesz poinformować o konkursie, akcji lub ciekawym wydarzeniu, które organizujesz? Wyślij link do konkursu wraz z opisem na adres redakcji redakcja(@)blogimam.pl :)

Patronat BlogiMam