Historia narodzin Magdaleny Zofii

Magdalenka Zofia przyszła na świat 3.11.2010 o godz. 4:15 rano. Ważyła 3470 g i miała 56cm.

W dniu 2.11 obudziłam się z dziwnym odczuciem, że chce mi się wymiotować. Poszłam więc do toalety. Podczas wymiotów poczułam, jakby mi coś na dole pękło. Jak się okazało, odszedł mi czop. Obudziłam męża i powiedziałam: „No kochanie to już dziś:)”. Dzień upłynął mi na pakowaniu toreb i sprzątaniu do końca pokoiku córeczki. Około 19 podczas oglądania „Faktów” zaczął mnie pobolewać brzuch. Zaczęły się skurcze. Na karteczce zapisywałam, co jaki czas one następują. Później porozmawiałam jeszcze trochę z koleżanką, która 20 dni wcześniej urodziła córeczkę. Skurcze stopniowo się nasilały. Mąż stwierdził, że chyba musimy jechać. Jednak ja chciałam jeszcze poczekać, pomyślałam, że bezsensowne jest leżenie na patologii…

Podczas oglądania serialu już ledwo dawałam radę. Uparcie jednak twierdziłam, że dopiero po serialu powoli zaczniemy się zbierać. Po raz ostatni sprawdziłam, czy wszystko spakowałam do torby i wyruszyliśmy z domu. Było po 21. W drodze do samochodu zadzwoniła teściowa. Oznajmiła, że coś ją tknęło, aby zadzwonić i się spytać, czy przypadkiem nie jedziemy do szpitala. Na izbie przyjęć przywitała mnie położna z niezbyt przyjazną miną. No ale cóż. Podałam jej kartkę z zapisem czasu skurczów. Po wypełnieniu papierków poszłyśmy na KTG. Skurcze były co 5 min, a rozwarcie na 1,5 palca. Zadzwoniono po lekarza i zrobiono mi badanie USG. Zobaczyłam moją córeczkę, która się spieszyła aby poznać jak najszybciej swoich rodziców.

Okazało się, że córeczka jest bardzo malutka. W końcu pojechaliśmy na porodówkę. Sala była różowa - idealna dla dziewczynki. Gdy przyszły położne znowu zaczęło się wypełnianie papierków. Wydawało mi się, że skurcze troszkę się zmniejszyły, tak samo jak i ból. Po 2h przyszedł inny lekarz i ponownie wykonano mi badanie. Zadecydowano, że idę na patologię i zakomunikowano mi, że dzisiaj to nie urodzę. Wstałam, po czym nagle odeszły mi wody. Z powrotem musiałam wrócić na łóżko. Między skurczami wysłałam wszystkim sms-y o treści: „Rodzę- trzymać kciuki”.

Była już 24, a ból stawał się nie do zniesienia. Mojego biednego męża ręka już bolała od ucisków. Ból był tak silny, że zaczęłam mocno krzyczeć. Niestety nie było żadnej położnej w pobliżu. Darłam się w niebogłosy. Czułam już główkę! W końcu przyszła położna. Zobaczyła, że faktycznie powoli już widać główkę, więc kazała mi się położyć na boku i powoli oddychać. Ból był coraz mocniejszy. Przyszła lekarka i w końcu zaczęliśmy! Dostałam komendę: „Przy skurczu proszę przeć”. Wyszła główka, później poczułam kolejny skurcz i koniec! Nagle poczułam jakby wszystko ze mnie wyszło!

Byłam tak bardzo zmęczona, że nie mogłam nawet spojrzeć na córeczkę, za co się później obwiniałam i chyba już zawsze będę. Dopiero po chwili doszłam do siebie i zobaczyłam moją kruszynkę - Magdalenę Zofię :) Po narkozie obudziłam się o godz. 6. O 10 zawieźli mnie na oddział. O 16 w końcu przywieźli mi malutką córeczkę. Gdy ją zobaczyłam zaczęłam płakać…To była moja maleńka istotka.

Autor: Aleksandra Sieniak

Komentarze Facebook

Patronat

Reklama