Z podróży pociągiem dzień czwarty choć wcześnie skoro świt…

Z podróży pociągiem dzień czwarty choć wcześnie skoro świt… My się świtu nie boimy, tylko do pracy pedzimy… Poranek organizacyjny a raczej reorganizacyjny.. Najpierw pobudka potem szybka toaleta, skromne śniadanko i już wychodzę energicznie, z nadzieją na pomyślny i dobry dzień.. Poranek ciepły że droga o tej porze stała się dla mnie prawdziwa przyjemnością… Dziś pociąg o piątej trzydzieści dwa.. I przy miłej rozmowie czas mija szybko wręcz błyskawicznie, potem już tylko bieg pod park miejski i autobus podjeżdża raz dwa i już jedziemy, dziś to nie smigamy my zapierniczamy, jeszcze chwilka i będę w pracy a potem już z górki… Byle do południa a potem już mrugnięcie oka i biegiem z powrotem. Pogoda jest niesamowita. I już łapie busa i lecimy do dworca. Na dworcu właśnie podjeżdża pociąg, wsiadam do ostatniego wagonu. I już dom, wysiadka i znowu bieg, lecz cóż to, naprawdę nie ma żadnego autobusu? To biegiem do domu, najpierw odbieram Wiki a potem pedzimy po nasza mała Werke.. Nareszcie wszyscy jesteśmy w komplecie. I dziewczyny zadowolone wręcz zachwycone, Wera szczęśliwa dziś była, wyspana radosna, ciocia mówi że bawiła się wspaniale, że chichotala.. Kiedy jesteśmy w domu Wera staje mocno na nogach i chodzi i chodzi i chodzi… Jest taka pewna siebie.. Potem wraca tatuś a potem przychodzą dziewczyn przyjaciele mały Gabryś i duża Nikosia.. Ach jakaż to była zabawa! Potem dziewczyny biegną po schodach na dwór i szaleją na hustawkach, mamuśki piją kawę..

Komentarze Facebook