Trzeba mieć końskie zdrowie, by chorować

Na wspomnienie o chorobach moich dzieci, kiedy były mamy, przechodzą mnie dreszcze. Miałam takie półtora roku w swoim życiu, kiedy to z 3 letnim Kubą i malutką Julianką przy piersi, ciągle byliśmy chorzy. I to nie tak, że miałam chore dzieci i mogłam się o nie zatroszczyć. To było tak, że ja chorowałam razem z nimi. I nie było nikogo do pomocy.

Nagle z dnia na dzień wszystko się waliło. Dzieci dostawały gorączki, ja słabłam razem z nimi, a pusta lodówka nie prognozowała ciepłego posiłku, zresztą kto niby miał go przygotować.

Pamiętam wtedy, że moim marzeniem było zachorować, tak jakbym nie miała dzieci. Marzyłam wręcz o tym, że w tej chorobie mogę zostać w łóżku, żeby pod kołdrą smarkać w chusteczki, w ciszy i spokoju. A od czasu do czasu ucinać sobie zdrowotne drzemki. Tymczasem toczyłam nierówną walkę z wirusami i totalnym brakiem sił. Bez wsparcia osób najbliższych, bo nie zawsze mogli pomóc. Mąż wychodził do pracy. I jeszcze dodatkowo dostawał po głowie, jak tylko próbował wyrwać się do mnie, by mi pomóc. To był dla mnie bardzo trudny czas i chyba nie umiem się z Wami nim podzielić. Cieszę się, że go przetrwałam, bo pamiętam dni, że myślałam, że już więcej nie wytrzymam.

Komentarze Facebook