Ten poranek

Jeden z TYCH poranków.
Budzik nie zadzwonił. Zaspani, spóźnieni, próbujemy wykrzesać z siebie jakąkolwiek energię. Liczą się sekundy, nie minuty. Kawa by pewnie pomogła ale brakuje czasu nawet na naciśnięcie przycisku w ekspresie. Właśnie wtedy okazuje się, że spodnie od dresu "ostatnia deska ratunku" nie wyschły, że pralka-teleport znów wysłała gdzieś w nieznane dokładnie po jednej skarpetce z każdej pary, że akurat dzisiaj Tatuś ma spotkanie, że obowiązuje dress code a codzienne dżinsy nie bardzo się w niego wpasują. 
O śniadaniu tym razem można zapomnieć. Na szczęście dzieci już za 40 minut zjedzą w przedszkolu, a my jakoś przeżyjemy.
Rodzice
Doskonale wyszkoleni logistycy. Nie pytamy o nic. Komunikacja odbywa się telepatycznie. Przenika przez ściany. Zanim dotrę do łóżka syna włączam żelazko. Tak jest szybciej. Będzie nagrzane dokładnie za 40 sekund. Właśnie wtedy gdy wracając z pokoju dziecięcego zdejmę ze sznurka niedoschnięte spodnie. Tatuś wie, kiedy ma podskoczyć, żeby przeskoczyć kabel, którego nie widzi bo właśnie zdejmuje przez głowę koszulkę....
Kiepski film

Komentarze Facebook