Ta chwila nadeszła...

Pojechał w niedzielę około 20. Przez niespełna miesiąc od pierwszego telefonu z Niemiec w sprawie przyjęcia do pracy, wyobrażałam sobie tę chwilę miliardy razy. Zamykając oczy widziałam morze łez i dzieci nie chcące puścić tatusiowej szyi. Panikowałam, a nerwy zżerały mnie od środka jak chmara szarańczy liście drzewa owocowego. Przez te kilka tygodni ze sto razy myślałam, że nie dam rady i ze

Komentarze Facebook