Stylish Fridays: Mirror

...-krzyknęła Ula. I poszła. A w dodatku po pierwszym w życiu wybuchu poczuła się wyjątkowo dobrze. "To tak może być? Czy to jest normalne?" - zapytała mnie. "To co pani poczuła, to wielka ulga po tzw. odreagowaniu, czyli pozwoleniu sobie na ujawnienie prawdziwych uczuć".Mimo, iż staram się filtrować otoczenie to niestety jest tak, jak to mój mąż mi ciągle powtarza: łatwowierność mnie gubi. Tak też teraz mam czas zagubienia. To co wydawało mi się prawdziwe stało się iluzją. To, że Internet przepełniony jest kreacjami wizerunku wiedziałam od jakiegoś czasu. Pewnie nie zdajecie sobie spraw z połowy tych rzeczy, ale ja się napatrzyłam i wydawało mi się, że jestem ostrożna. Niestety zaufałam, oddałam siebie i zostałam zraniona. Każdą stratę muszę przeboleć, ale tym razem skupiam się na sobie i swoich uczuciach. Uruchamia się we mnie agresja, której energię kieruję na sprawy, gdzie mogę coś zdziałać, pomóc, poczynić jakieś dobro. W poniedziałek zaczynam wolontariat. To co zawsze chciałam robić. Tam oddam siebie nie oczekując nic w zamian. Nie uwierzycie, ale płaczę nawet teraz pisząc do Was. Nie z bólu, ale ze szczęścia, że dano mi szansę. Bardzo wierzę w karmę. W to, że to co dajemy z siebie do nas wraca. Dlatego zamiast szkodzić komuś wolę się odsunąć. Pomimo zranienia wiem, że po drugiej stronie też stoi człowiek ze swoimi uczuciami.

Komentarze Facebook