Radosne marchewki... czyli przedszkolak zdaje egzamin ze słownika.

U nas w domu stawiało się na zabawki edukacyjne. Królowały puzzle, gry, słowniki i albumy. Oczywiście nie zabrakło zabawek typowo zabawkowych, ale akurat lata 90 charakteryzowały się napływem "zachodniej cywilizacji" i gry przestały być tylko karciankami czy prymitywnymi planszówkami (choć te są do tej pory w modzie i w cenie). Pamiętam, że wtedy jeszcze te gry i zabawy były naprawdę "mądre" i coś wnoszące do naszych małych główek... Teraz niestety bywa z tym różnie i niejednokrotnie rodzic natnie się na piękne opakowanie, głośne hasła, a w środku zero przekazu...
Może zwyczajnie warto od czasu do czasu sięgnąć do starych dobrych rozwiązać, ubrać je w bardziej współczesną szatę i już...


Komentarze Facebook