prezent

był wrzesień 2008 roku. To było pierwsze badanie USG w 11 tygodniu. Rutynowe. Okazało się, że przezierność karkowa jest przekroczona znacznie. Skierowanie na badania prenatalne do lepszego specjalisty. Bardzo dobry specjalista potwierdził stale powiększającą się opuchliznę płodu, skierował na bardziej szczegółowe badania. Amniopunkcję. Zgodziłam się, znając ryzyko. Przeszukałam internet wzdłuż i wszerz na temat zespołów genetycznych, które wchodziły w rachubę: zespół Downa, zespół Edwardsa, zespół Patau, zespół Turnera. Potem był wynik: ZT. Dalsze konsultacje z kardiologami prenatalnymi (serce też nie działało, był duży przeciek). Opuchlizna się powiększała. Konsultacje z genetykami. Kolejne badania. I prawo wyboru, co chcemy zrobić. Oblicze podejmowania decyzji. Nikt nie wymuszał, nikt nie nagabywał. Były fakty, a my musieliśmy się zdecydować. I to były najtrudniejsze momenty, ale nasze, z naszą decyzją i prawem do jej podjęcia. Potem był kwiecień 2011. Kolejna ciąża. Nagły ból brzucha. Szpital. I samotność. Nikt nie wspierał, nikt nie tłumaczył, kilka tabletek na dzień. Po dopytaniu dowiedziałam się, po co. Na podtrzymanie. Dwa USG. I wypis do domu- poronienie. Wiedziałam, kiedy to się stało. Byłam wtedy zupełnie sama. Żadnego wsparcia, żadnej informacji, co dalej. Październik 2011. Kolejne badanie prenatalne, bo już byłam w programie. Znowu ta cisza, specjalista od badań prenatalnych ten sam. Bardzo dobry, rzeczowy. Nie ma nerki.

Komentarze Facebook