powrót do żywych

pracujących i szczęśliwych matek,które mogą wyjść do pracy dopić tam zdecydowanie więcej kawy niż w domu o temperaturze conajmniej letniej, a nie zimnej. Jest też możliwość chodzenia przyzwoicie ubranym do popołudnia, aż odbierzemy dziecko z rożnych instytucji, gdzie je rano podrzucamy. Bo w niektórych pracach nikt nie wyciera w ciebie glutów, nie wyciera rąk umazanych czekoladą w twoje spodnie, ani nie traktuje twojej bluzki jak ścierki do wytarcia buzi oblepionej uwielbianym przeze mnie lizakiem. Poza tym z pracy można zawsze gdzieś wyskoczyć na miasto , do ulubionego sklepu- dodajmy bez dzieci- bo na nowo otwarli moje ulubione instytucje. I oczywiście czasami te instytucje pozostawiają wiele do życzenia, oczywiście zdzierają kasiore(za jakieś karty pracy muszę zapłacić 110zl, a do tego bibułki, kredeczki, kleje, kartki i inne duperelki), ale pomimo wszystko- uwielbiam je. Bo dzięki nim mogę przebywać wsród ludzi, którzy niekoniecznie chcą siku akurat, gdy wychodzimy z domu, a kupę zaraz za pierwszym rogiem. Lubię wrzesień, lubię to- bo dystans jest najważniejszy, a odległość kilku kilometrów od swoich dzieci przez parę godzin dziennie dla mnie jest lepsza niż niejedno spa. Cieszcie się pracujące matki.

Komentarze Facebook