podejście któreś tam

Postanowiłam się wziąć za siebie. I (po raz kolejny) schudnąć. 

Ponieważ najskuteczniejsza w moim przypadku kuracja* już nie wchodzi w rachubę, musiałam poszukać pomysłów bardziej tradycyjnych - i jednak zmodyfikować dietę, mówiąc elegancko. Przestać tyle żreć, tłumacząc na nasze.

ZMotywowała mnie kuzynka, młodsza o dychę, nieco niższa, ale chyba sporo cięższa, z dziewczyny została połowa i bardzo ładnie wygląda. Jak ona może to i ja.

Jak dotąd poleciało prawie 4 kg (od 4 maja), a ja nie chodzę wkurzona i głodna :). Teraz tylko będzie trudny weekend, bo Grzesiek ma imieniny i nieopatrznie zaprosiłam stadko gości ze stadkiem dzieci i przecież nie mogę im dać tylko mojej paszy dla królików. Ale co tam, wytrzymam. Zwłaszcza, że za tydzień jest rodzinny ślub, a ja bym chciała przeskoczyć kolejną granicę wagową - ustawiłam je sobie co 2,5 kg, żeby było co świętować motywacyjnie. No i jeszcze to wesele... Chyba będę musiała duuuużo tańczyć, zęby to spalić**.

 

* - Ta najskuteczniejsza kuracja odchudzająca to ciąża. Zawsze chudłam, w drugiej przytyłam więcej - całe pół kilo w stosunku do wagi wyjściowej :)

 

** - Ja nie umiem tańczyć... Ale Skorupiak tańczy bardzo dobrze, najwyżej będzie miał większe stopy niż dotychczas :)

Komentarze Facebook