Pędzi czas pędzi czas, przeszłość z tyłu nie dogoni nas… Jeszcze jeden spóźniony lipcowy..

Oj pędzi czas nieubłaganie,

i połowa lipca za nami, a co za tym idzie Wikunia już w przedszkolu na półmetku a mnie zostało już zaledwie dwa tygodnie do powrotu do pracy, a ja zamiast cieszyć się życiem, myślę, debatuję i analizuję jak tu zrobić by było dobrze i żeby nikomu nie zaszkodzić…

Sierpień to będzie trudny czas dla mnie i dla moich dziewcząt. O sobie nie myślę, bo byłoby to bardzo egoistyczne, mamuśka twarda sztuka jakoś sobie radę da, ale chodzi jak to będzie w żłobku i na półkoloni, gdy matka bedzie poza zasięgiem, bo takie około czterdziestu pięciu kilometrów to nie jest takie byle co. Jeśli dziewczynki przetrwają, obie będą zdrowe a Wiki oprze się pokusom, jakie podsunie jej kochająca babunia, to będzie naprawdę duży sukces! Tylko kto to przetrwa??

Przerażenie sięga zenitu, bo mam poczucie że stracę kontrolę lada tydzień.. dla nas trzech to nie lada wyzwanie. Byle by wszystko przetrzymać, byle nie poddać się, byle się nie ugiąć, potem już tylko wrzesień, jakoś się wszystko pozałatwia.. chociaż gdy z przerażeniem myślę o przyszłym miesiącu, to mam ochotę Wikunię wypisać z kolonii i dopisać na kolejny miesiąc w przedszkolu. Boże daj mi siłę…

… i tylko pobożne życzenia…

1/żeby tak były zdrowe

2/żeby były odporne na tęsknotę

3/żeby uniknęły dokarmiania

 

Komentarze Facebook