oda do szkoly

Juz chcialam chwalic jak to wspaniale, ze szkola sie zaczyna. Antonowka codziennie tylko o tym mowil i ekscytacji bylo nieprzecietnie duzo, gdy przyszedl ten dzien i godzina zero i przyszla. Na godzine tylko w podskokach i z usmiechem na twarzy, by po 45 minutach wrocic z placzem. Dopiero wtedy zdal sobie sprawe, ze nas nie ma, no i oczekiwano od niego tego czego anarchistyczne dzieci nie lubia najbardziej- podazania za zasadami i sadzaniem do stolu. Antek jest free spirit i nie lubi jak mu sie przeszkadza w tej wolnosci. Drugiego dnia mialy byc 2 godziny, ktore juz planowalam w myslach na zakupy i skonczenie ilustracji do nadchodzacego deadline. Skonczylo sie zaciagnieciem Antonowki do pokoju, ciagnieciem po dywanie, z bolem serca moim, i pocieszaniem go w sali, gdzie zostalam z nim godzine. Kiedy wyszli bawic sie w blotku, ucieklam, ale emocje nie pozwolily mi na pojscie na zakupy i rysowaniu. Czekalam w recepji, a gdy przyszedl do mnie zaplakany byl ale szczesliwy bo dostal gruszke. Kolejne dwa dni nastepnego tygodnia zostaly dopasowane do godzin Miriam, przyjaciolki Antonowki od urodzenia.  Znow ucieklam jak zbieg gdy tylko zajal sie czym innym niz moja spodnica, ale slyszalam jego placz, i sama prawie plakalam, ale bylam z Sabina, mama Miriam i powstrzymalam lzy. Nastepnego dnia 3 godziny z lunchem, dal rade, wyl jak wychodzilam, ale jak tylko zniknelam uspokoil sie (dane od mojej znajomej co w sali zostala).

Komentarze Facebook