Nowy rok

 I poszedł za blaskiem gwiazdy minionych świąt, odprowadzany hukiem petard i piskiem zalęknionych zwierząt. Wygnaniec. Przyniósł wojnę, choroby, inflację. Nieliczni spojrzeli za nim z wdzięcznością, łagodnie, tuląc w sercu radość, którą im dał. „Nie był taki zły” – szepnęli. A większość patrzyła na błyski, które zwiastowały nadejście Nowego. Przybył cygański król, ubrany w złotogłowie, z podarkami za pazuchą. „Ja wam dam! Dam ja wam!” - wołał radośnie. „Bierzcie nadzieję, marzenia, złudzenia. Planujcie!” - przyzwalał dobrotliwie. I ludzie brali. I biorą. A on hojny. Dużo ma niespodzianek.

Za rok pójdzie jako wygnaniec na cmentarzysko Czasu.

Kolejne lata mijają coraz szybciej i chyba są coraz trudniejsze. Kiedyś myślałam, że z upływem lat wcale się nie zmieniam. Teraz widzę, jak bardzo się zmieniłam. I nie chodzi o odbicie w lustrze.

Sylwestra spędziliśmy rodzinnie, tuląc psa, który dygotał ze strachu. Kot wyruszył w południe na swoje włóczęgi i jeszcze nie wrócił. Mam nadzieję, że dobrze się ukrył, że przyjdzie rano. Wyglądam za drzwi co jakiś czas, wołam. A na FB kolejne wpisy o ucieczce przerażonych zwierząt.

Komentarze Facebook