ja i przeładowanie

moje zwoje się przepalają, dlatego mnie tu nie ma. Wróciłam do pełnego etatu bycia kobietą, czyli pracownicą, matką, kurą domową i nie wiem, kim tam jeszcze. W pracy nabrałam sobie godzin, no bo kto jak nie ja. Dzieci prywatne mają swoje pasje, z których ani ja ani one nie chcą rezygnować. Dzieci służbowe pierwszy raz od kilku lat mają po 6 lat (też), a ja od tego odwykłam. Ilość informacji i innych rzeczy do zrobienia na już przerasta nawet taką mistrzynię planu (nawet drugiego) jak ja. Fizycznie czuję jak palą mi się zwoje i rzeczywistość wokół mnie przerasta, żołądek w ciągu dnia przyrasta mi do kręgosłupa, bo w tym całym "planningu" nie ma czasu na gotowanie, a w kwestii jedzenia uwzględnia zazwyczaj posiłki na stojąco. Niby waga powinna iść w dół, ale takie jedzenia raz dziennie na stojąco podobno temu nie służy. Więc i tu nie ma sukcesów. Po drodze były święta, które przemknęły niewidzialnie. I jedynym plusem zdaje się być pogoda, która od tygodnia jest naprawdę zjawiskowa. To ułatwia mi przeładowanie i wyładowanie wszystkiego na zewnątrz. Więc nie mam zapasów obiadów pomrożonych na cały tydzień, które teoretycznie mogłabym robić w weeekend,bo wtedy uciekam jak najdalej stąd.

Komentarze Facebook