Hanging Coffins, Sagada. Niespodziewane odkrycie.

Droga

Wykończone całodzienną podróżą, nasz pobyt w nowej prowincji postanowiłyśmy rozpoczać od niedługiego treku, który wyglądał na nieuczęszczany, tak, by przyjrzeć się okolicy, pobyć trochę samemu w górach, a i zdążyc do domu przed zapowiadanym deszczem.

Spakowałam więc prowiant, wodę i zeszłam z maluchem na przystanek jeepów tuż pod naszym hotelu w Bontoc (wytargowałyśmy pokój w cenie 340peso)

Jeep (50 peso) wypełnił się w niecałe pół godziny, po czym ruszyłyśmy. Droga była duższa, niż się spodziewałam. Przejechanie 20 kilometrów dzielących nas od Sagady zajęło dymiącemu jak z komina jeepneyowi całe 50 minut, za to widoki roztaczające się z okna były obłędne! Maluch piszczał z zachwytu, ja piszczałam obok malucha, a miejscowi ludzie, którymi wyładowany był bus otwarcie cieszyli się z naszych reakcji.

 

 

– Pięknie u nas, prawda? – rzuciła jedna ze staruszek, podając Gajce paczkę herbatniczków – Weź dziecko, smacznego..

Gaj popatrzył na mnie i widząc przyzwolenie w oczach wyciągnął swą małą łapkę.

– Salamat po! (Dziękuję bardzo!)– rzekł uprzejmie, po czym aż podskoczył na siedzeniu.

Dzień zaczynał się pięknie!

Komentarze Facebook