Dla Ani.

W dniu pogrzebu swojej babci, wieczorem usiadła przy starym, dębowym stole.Wsunęła palce miedzy włosy. Czoło oparła o dłonie.Na naznaczony czasem blat, zaczęły miarowo spływać łzy. Jak tykanie zegara. Odmierzały ból.W kuchni paliła się tylko mała lampka na parapecie.Po chwili usłyszała ruch w powietrzu. Krzesło na przeciwko skrzypnęło.Gdy podniosła wzrok, zobaczyła twarz dziadka. Podkowy pod oczami...Szklanymi.Siedzieli tak w milczeniu dłuższą chwilę.Każde z nich wsłuchiwało się w miliony myśli przepływających przez głowę...- Dziadku... - odkaszlnęła, bo głos jej się załamywał. - Powiedz mi...Ty dłużej żyjesz. Może potrafisz to jakoś wytłumaczyć... Musi być przecież jakieś wytłumaczenie. Powiedz mi, dlaczego tak musi być? Jaki w tym sens? Powiedz mi coś. Proszę...Powiedz coś, żeby to przestało tak strasznie boleć...Schowała twarz w dłonie i rozpłakała się jak dziecko.Dziadek milczał jeszcze jakąś chwilę. W końcu wziął głęboki oddech i zachrypniętym głosem, usiłował coś z siebie wydusić.- Widzisz dziecko... Jesteś mamą. Kochasz swoje dziecko ponad wszystko, prawda? To wyobraź sobie, że pewien zły człowiek atakuje twoje dziecko na ulicy i wstrzykuje mu śmiertelną chorobę. Wiem, że nawet wyobrażenie takiej sytuacji jest straszne i okropnie bolesne, ale zrób to tylko na chwilkę. Twoja córka zapada na taką chorobę, że nie ma dla niej ratunku. Gaśnie z godziny na godzinę. Szukasz pomocy u najlepszych specjalistów, a oni załamują ręce. Koszmar.

Komentarze Facebook