Człowiek ze strychu.

Intensywny był ten dzień.
Wstałam z nerwem. Ledwo wstałam, bo się nie wyspałam.
Nie wyspałam się, bo pochłonął mnie nowy serial na Netflixie. Ostatnio oglądam seriale pasjami. Pochłaniam jak dobrą książkę, a moje wieczory z Netflixem stały się nagrodą po całym długim dniu, przyjemnostką na którą czekam w zasadzie od samego rana.
Ale wracając do rana... Wstałam niewyspana, bo kończył się pierwszy sezon i zawładnęła mną dzika żądza zerknięcia, co będzie w następnym odcinku, a zerknięcie przedłużyło się do pierwszej w nocy. Ehhhh słaby ze mnie człowiek.
Także - cierp ciało, coś chciało. Zwlokłam swoje ciało z ciepłego łóżka i zaprowadziłam do łazienki...
Potem do sklepu po bułki, a następnie razem z mymi synmi do przedszkola. Młodszego przyprowadziłam spowrotem.

Nakarmiłam swe młodsze dziecię, ubrałam, uczesałam jego rozwiany włos. Wypiłam szklankę ciepłej wody z cytryną i szczyptą soli. Zjadłam zupę mleczną. Kluski na mleku to były. Z cynamonem. Nigdy nie jadłam wcześniej, ale odkąd siostra sprzedała mi patent - uwielbiam.  Łyżka mąki, wiejskie jajo i na mleko kładziesz. Widelcem. Dwie minuty i wpylasz.
Rozkręciłam się. Ogarnęłam twarz, łóżko, podlałam kwiaty na balkonie...

Komentarze Facebook