Wyrodne matki

 Jak to było? Tylko świnia nie zmienia poglądów? Czy jakoś tak. Obojętne. Ja w każdym razie zmieniłam. A dokładniej może: zweryfikowałam. Wieki temu, kiedy jeszcze Synek egzystował w brzuszku mamusinym, a nawet i wcześniej, kiedy nawet najstarszym ludziom się o nim nie śniło jeszcze, Matka patrzyła na dzieci. Wszędzie.

Na ulicy, w parku, w autobusie. Matka wyrywna nie jest za bardzo więc nic głośno nie mówiła, ale sobie swoje myślała. O rany, jak to dziecko krzywo siedzi a w zasadzie wisi w tym wózku, co za wyrodna matka je tak posadziła! Albo. O rany, bez czapki taki maluszek a tu taki wiatr! Albo. O jejku, jak ten maluch biega, ciągle się przewraca i w dodatku pcha brudne łapy do buzi, co za wyrodna matka na to pozwala!

Zwracam honor vel uznaję się za wyrodną Matkę.

Dziecko zweryfikowało przynajmniej połowę takich moich "przebłysków geniuszu". Mój Syn posadzony w wózku zakłada nogi prawie za głowę, jednocześnie wisząc przez barierkę i oglądając się do tyłu. I nic nie mogę z tym zrobić, ewentualnie wydziera się i już. Synek nie uznaje czapek, jeśli nie jest wiązana pod brodą na dwa supły (inaczej rozwiąże), zdejmuje natychmiast, albo jak tylko mu się o niej przypomni czyli po minucie. Czapkę zakładam od wielkiego dzwonu jak naprawdę wieje wicher, czapka z daszkiem na słońce odpada całkowicie więc albo musimy czekać aż słońca nie będzie, albo śmigać li i jedynie w cieniu albo ja średnio co 30 sekund muszę mu z powrotem wciskać ją na głowę. Synek zbiera wszystko co znajdzie i z dziką rozkoszą (choć ostatnio przyznaję - już nieco rzadziej) pcha do paszczy. Alternatywą dla radosnego spożycia kamyczków, trawki, listeczków, robaczków i piachu jest unieruchomienie Syna w wózku. A że takie organoleptyczne poznawanie świata dobrze wpływa na rozwój to niech się rozwija mi Synek, a co ;-) I tak biegam za nim z wywieszonym jęzorem i zabieram z rączki pety, ubłocone patyki czy robaczki, odciągam od koszy na śmieci w których namiętnie grzebie (w każdym razie usiłuje jak na chwilę się zatrzymam i nie zdążę go złapać). Wszystkiego nie dam rady. Myjemy ręce, czasami staram się zatkać mu paszczę smoczkiem i wtedy rzadziej w nią wsadza te wszystkie skarby. Ale rozwija sie nad podziw dobrze :-)

Dziecko i życie weryfikuje.

Jeszcze raz zwracam honor i biję się w piersi!

I na koniec upraszam uprzejmie wszystkie szanowne Matki i nie-Matki, które z przestrachem i wzburzeniem patrzą na różne cuda wyczyniane przez inne dzieci. Zanim coś powiecie, spójrzcie na sytuację z innej strony. A może z tym właśnie dzieckiem NIE DA się inaczej? A może to nie Wyrodna Matka położyła dziecko spać w pozycji „chińskie Es”, tylko dziecię samo ją upodobało i nie da się przełożyć? Albo fakt, że dziecko idące na spacer liże puste opakowanie po jakimś kosmetyku wynika nie z głodzenia go przez Wyrodną Matkę, ale wyłącznie z jego dziecięcej ciekawości świata?
Ja już tak szybko nie oceniam i wiele rzeczy przestało mnie dziwić. Każdy ma swoje upodobania i dzieci też mają prawo do swoich. Dzieci są naszymi Małymi Indywidualistami i pozwólmy im dokonywać wyborów!

Anna S.

Komentarze Facebook

Najnowsze

milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart
milenabeautyart

Aby dodać treść zaloguj się lub wyślij na adres redakcji)

Chcesz poinformować o konkursie, akcji lub ciekawym wydarzeniu, które organizujesz? Wyślij link do konkursu wraz z opisem na adres redakcji redakcja(@)blogimam.pl :)

Patronat BlogiMam